Menu
Strefa dla członków PIK
Sekcje PIK
Foreign Rights
e-PIK
Zapisz się na bezpłatny biuletyn informacyjny e-PIK. Dostęp tylko dla zarejestrowanych członków PIK
Newsletter
Komunikaty i bieżące informacje Biura PIK oraz najnowsze informacje branżowe w Twojej skrzynce e-mail. Zamów bezpłatny newsletter!
List otwarty w sprawie reformy edukacji 2009 - odpowiedź Piotra Marciszuka Prezesa PIK
Szanowni Państwo, Członkowie Polskiej Izby Książki,
Wielu wydawców z ogromnym niepokojem przeczytało artykuł pod tytułem „Sześciolatki wejdą do szkoły tylnymi drzwiami” zamieszczonym w dzienniku „Polska” (artykuł dołączony jako załącznik). Artykuł ten w sposób rzeczowy i wyważony przedstawia wydarzenia i fakty, które rozgrywają się wokół planowanej w 2009 roku reformy edukacji. Pokrótce:
Minister Katarzyna Hall w listopadzie podpisze rozporządzenie, które de facto stanowi wielką reformę edukacji w Polsce (zmiana podstawy programowej dla wszystkich poziomów nauczania). Jest przygotowana i ustawa, ale Platforma obawia się weta prezydenta.
Prawdopodobne veto Prezydenta dotyczące zmian ustaw oświatowych nie będzie miało wpływu na zmianę podstawy programowej i będzie oznaczało między innymi, że siedmiolatki będą uczyły się z podręczników przygotowanych dla sześciolatków. Powoduje to gwałtowne protesty specjalistów od kształcenia zintegrowanego, nauczycieli i rodziców. Wywoła to z pewnością ogromne zamieszanie w szkołach, czego nie ukrywa nawet prezes PIK. Dlatego odbywa się kampania w mediach, by nakłonić prezydenta do niewetowania ustawy, niestety metodą faktów dokonanych, bo innej metody nie ma.
W artykule padają słowa o umowie (i gwarancji) pomiędzy MEN a wydawcami dotyczącymi wydania rozporządzenia niezależnie od losów ustawy. Pada tam też roczny termin, który mieli rzekomo wydawcy na przygotowanie podręczników. Z artykułu wynika, że MEN dogadało się z grupą prywatnych firm ponad głowami Sejmu, dając im gwarancję pewnego zysku. Operon był obecny przy zawieraniu owej „umowy” (tutaj słowo to oznacza to, co znaczy w języku potocznym, a nie tajne porozumienie), została ona zawarta podczas pierwszego spotkania nowej minister ze wszystkimi wydawcami w listopadzie 2007 roku. Wtedy też była mowa o rocznym terminie – w istocie został on nieco skrócony, bo pierwsza wersja nowych podstaw została upubliczniona w połowie kwietnia 2008. Gdyby jednak któryś z wydawców wydał podręcznik w kwietniu 2009 r., to nie będzie aż tak spóźniony, a zmieści się w rocznym terminie.
Z artykułu wynika również jasno, że wszelkie konsultacje zarówno ustaw, jak i rozporządzeń były czystą fikcją, skoro wydawcy już od dawna przygotowują podręczniki na bazie bardzo wczesnych wersji projektów powyższych aktów prawnych. Od połowy kwietnia trwały (i trwają do chwili obecnej) konsultacje w sprawie podstaw ze wszystkimi środowiskami i wciąż są nanoszone poprawki. Wydawcy (w tym i Operon) pracują nad nowymi podręcznikami (lub zmianami w obecnie funkcjonujących podręcznikach) od tego właśnie czasu. Podczas reformy 1999 roku czasu było znacznie mniej, bo ostatnia wersja podstawy została podpisana 15.III.1999, a wydrukowane podręczniki pojawiły się na rynku już w kwietniu 1999 roku. Wtedy Operon nie protestował przeciw zmowie wydawców, przeciwnie, zdobył sporą część rynku.
Po przeczytaniu cytowanego artykułu rodzą się pytania:
Kto i w jaki sposób zawarł umowę z MEN? Jakie były warunki tej umowy i jakie dawała gwarancje wydawcom? Umowy w rozumieniu Operonu (czyli tajnego, przestępczego porozumienia) nie było.
Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za ogromne zamieszanie wynikające z nieodpowiednich podręczników dla uczniów klasy pierwszej w wypadku nieuchwalenia ustawy dotyczącej obniżenia wieku szkolnego? Odpowiedź jest oczywista – ktoś, kto nie dopuści do uchwalenia ustawy.
Kto weźmie na siebie odpowiedzialność w przypadku zakwestionowania legalności porozumienia pomiędzy grupą wydawców, a MEN? Nie ma ani żadnej legalności, ani nielegalności, to spiskowa teoria dziejów.
Taki stan rzeczy powoduje, że w przypadku krytyki rozwiązań wprowadzonych przez MEN dotyczących podstawy programowej, znaczna część winy i odpowiedzialności zostanie zrzucona na wydawców i to oni będą celem ataków nie tylko środowiska rodziców i ekspertów, ale także mediów. MEN z łatwością bowiem wskaże właśnie wydawców jako tych, którzy forsowali, z oczywistych powodów, tak szybką ścieżkę zmiany podstawy programowej.
Nie ma rozwiązań akceptowanych przez wszystkich, wydawcy ponoszą najmniejszą odpowiedzialność i za samą reformę, i za jej kształt.
W ogromnym kontraście do tez postawionych w artykule stał przebieg kilku spotkań całej Sekcji Wydawców Edukacyjnych PIK z kierownictwem resortu, na których padały jedynie sugestie, że wydawcy, aby zdążyć na przyszły rok powinni już zacząć pisać. Nie padały jednak żadne gwarancje, wręcz przeciwnie, całym ryzykiem przygotowywania podręczników „w ciemno” obarczano wydawców sugerując, że nie ma przecież obowiązku startować w reformie. Było to bliższe szantażowi, niż umowie, czy gwarancjom. Operon przeczy tu tezie postawionej na początku, że była „umowa” i „gwarancje”. Tajnych spotkań nie było.
Jednak oprócz spotkań ogólnych SWE odbywały się też spotkania w bardzo wąskim gronie, do których nie był dopuszczany nikt spoza prezydium sekcji. Być może właśnie wtedy padały deklaracje ze strony MEN, o których pozostali wydawcy nie byli informowani? Między innymi właśnie o równy dostęp do tych informacji przez wiele miesięcy dopominało się, w imieniu wszystkich pozostałych, nasze wydawnictwo. Niestety, całkowicie bezskutecznie. Taka jest zasada demokracji, iż Prezydium reprezentuje całą Sekcję i tę zasadę – oprócz Operonu – akceptują wszyscy członkowie Sekcji. Byli oni szczegółowo informowani o przebiegu takich spotkań.
Tak szacowna instytucja jak PIK oraz wszyscy wydawcy podręcznikowi w szczególności, biorą udział w spektaklu politycznym, który obejmuje między innymi próbę obejścia procedury parlamentarnej, veta Prezydenta oraz tworzenie fikcji z szerokich konsultacji społecznych projektowanych zmian. Wygląda na to, o czym wspominałem wcześniej, że w przypadku fiaska reformy, to właśnie wydawcy będą stanowili główną grupę, która zostanie obarczona odpowiedzialnością za katastrofę. To nasze podręczniki będą przeznaczone dla nieprawidłowej grupy wiekowej, to nasze podręczniki będą, delikatnie mówiąc, mocno niedopracowane, o ile w ogóle będą na rynku, co w świetle bardzo niepokojących faktów do których udało się na nam niedawno dotrzeć, staje się bardzo prawdopodobne. Bez komentarza
Każda reforma edukacji, w której w grę wchodzi wymiana podręczników jest dla wszystkich wydawców edukacyjnych czasem wielkich żniw. Jednak w każdym wypadku warto zachować umiar i rozsądek, a przede wszystkim odpowiedzialność. Chęć zwiększenia zysków za wszelką cenę nie jest najlepszym doradcą niezależnie od tego, jak dodatkowe przychody w przyszłorocznym budżecie mogą być danej firmie potrzebne.
Do 2007 roku wszyscy wydawcy edukacyjni tworzyli bardzo jednolity blok, w którym panowały prawdziwie demokratyczne i przejrzyste relacje, dlatego praktycznie wszystkie „zwarcia” z kolejnymi ekipami MEN, były przez nas wygrywane, niezależnie od tego, jak były długie i dramatyczne. Niestety, od zeszłego roku sytuacja ta radykalnie zmieniła się. Zmieniło się także radykalnie podejście urzędników MEN do niektórych z nas. Mówiąc wprost wydawcy zostali podzieleni na grupę, która bez problemów zatwierdzała praktycznie wszystkie swoje podręczniki oraz na tych, którzy zaczęli mieć z tym poważne problemy. Problemy te, podczas zmiany podstawy programowej, a co za tym idzie całkowitej wymiany podręczników, mogą znacząco wpłynąć na pozycję rynkową, szczególnie mniejszych wydawnictw. To one powinny być szczególnie wspierane przez organizację branżową jaką jest PIK. To są pomówienia. Nic się nie zmieniło od początku istnienia Sekcji. Operon myli czas walki PIKu z rządem PiSu i LPRu, (gdy czekało się na dopuszczenia podręczników od 8 do 12 miesięcy) z rządami Platformy i PSLu, które musiały oczyścić pole i wprowadzić praworządne zasady dopuszczania. Nie jest prawdą, że obecnie MEN faworyzuje kogokolwiek.
Już w połowie 2007 roku nasze wydawnictwo zaczęło zauważać, że bez żadnego powodu zatwierdzenia, które wcześniej trwały około trzech miesięcy zaczęły się niesłychanie wydłużać. Doszło do tego, że po ponad sześciu miesiącach z kilkunastu naszych złożonych projektów nie był zatwierdzony ani jeden. Na nasze pytania i prośby o wyjaśnienie sytuacji MEN odpowiadało wymijająco lub nie odpowiadało w ogóle. Po wysłaniu ostrego protestu w sierpniu 2007 roku niektóre projekty w ciągu zaledwie kilku dni otrzymały zatwierdzenie. Jak się potem okazało reszta z nich nie została zatwierdzona nawet do maja 2008 roku (ponad 13 miesięcy!). Wiemy, że niektórzy inni wydawcy mieli podobne kłopoty. Operon nie ma świadomości, że ekipa Platformy rządzi w MEN od listopada 2007 roku.
Tym bardziej zszokowało nas zestawienie, którego udało się nam dokonać po ponad półrocznym upominaniu się o dostęp do informacji w MEN – jawnej dokumentacji dotyczącej zatwierdzeń wszystkich wydawców w 2007 i 2008 roku. Jest tylko problem z Wydawnictwem Piotra Marciszuka STENTOR. Z jednej strony stoi on na czele „spisku” wielkich wydawców z MEN, z drugiej reprezentuje małych i średnich wydawców w Prezydium SWE PIK, z trzeciej stoi na czele „czarnej listy” MEN, jeśli chodzi o dopuszczanie podręczników…
Zespół naszych prawników wynotował daty wszystkich tych postępowań i sporządził diagram (załącznik do niniejszego listu), który pokazuje średni czas zatwierdzania podręczników dla danego wydawcy w okresie od stycznia 2007 do kwietnia 2008. Wykres ten dowodzi niezbicie, że różni wydawcy traktowani byli w diametralnie odmienny sposób przez urzędników MEN. Wykres ten załączony jest do niniejszego listu. Byli wydawcy, którzy zatwierdzali podręczniki średnio w ciągu 90 dni, ale w tym samym czasie inni musieli czekać na to samo średnio ponad 220 dni lub nawet dłużej! Nierówność traktowania przez MEN jest aż nadto widoczna. Ja zrobiłem podobne zestawienie w połowie 2007 roku (na podstawie danych przedstawionych przez wydawców). Wnioski były na tyle alarmujące, że zostały przedstawione w formie protestu ministrowi Ryszardowi Legutce oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Januszowi Kochanowskiemu. Bez rezultatu. Zmiany (również osobowe) wprowadziło kierownictwo MEN po wyborach 2007 roku.
Osobom niezorientowanym w procedurze zatwierdzania podręczników chciałbym od razu wyjaśnić, że jakość samego podręcznika praktycznie nie ma znaczenia dla czasu trwania jego zatwierdzenia, ponieważ zarówno w przypadku odrzucenia złego podręcznika, jak i zatwierdzenia dobrego obowiązuje ta sama procedura, która sztywno wyznacza terminy obowiązujące przy rozpatrywaniu sprawy (rozporządzenie ministra edukacji narodowej i sportu z dnia 5 lutego 2004 roku w sprawie dopuszczania do użytku szkolnego programów wychowania przedszkolnego, programów nauczania i podręczników oraz cofania dopuszczenia (Dz.U.04.25.220 ze zm.). Nie jest prawdą, że jakość podręczników nie ma znaczenia dla procedury. Recenzja może być warunkowa (wymaga wprowadzenia poprawek żądanych przez recenzenta oraz recenzent sprawdza ich naniesienie). To zajmuje sporo czasu. Jeśli recenzja jest negatywna, minister najczęściej zamawia recenzję dodatkową. Bardzo dziwne, że Operon nie zna tej procedury.
Kolejnym niepokojącym elementem, na który muszą zwrócić uwagę w tym kontekście wszyscy wydawcy jest kwestia zmiany zapisów w rozporządzeniu dotyczącym zatwierdzania podręczników. Po wprowadzeniu zmian minister otrzyma prawo merytorycznej oceny podręczników, co pozwoli mu decydować, czy swoją arbitralną decyzją podręcznik zatwierdzi, czy też nie. Wyłącznie w przypadku wszystkich idealnych (pozytywnych) recenzji minister nie ma podstaw do aby nie zatwierdzić podręcznika. Jednak w przypadku choćby minimalnych zastrzeżeń recenzenta (choćby i usuniętych w trakcie procesu recenzji) może pojawić się pokusa odmowy jego zatwierdzenia. Zdaniem naszych prawników w nowej procedurze minister nie ma już bezwzględnego obowiązku wydania decyzji o zatwierdzeniu mimo kompletu ostatecznych, pozytywnych recenzji. Wydawcy oczywiście przysługuje prawo do odwołania (wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy) i dalej skarg do sądów administracyjnych, ale nawet w wypadku wygranej upłynie wiele miesięcy – co wobec planowanej reformy oznacza zniknięcie z rynku. Proponowana zmiana procedury budzi najwyższe wątpliwości co do intencji MEN, biorąc szczególnie pod uwagę właśnie wydarzenia dotyczące nieuzasadnionego przedłużania procedury zatwierdzeń. To nieprawda, zasada zatwierdzania przez ministra nie zmieniła się w projekcie nowelizacji rozporządzenia i jest taka sama – to minister podejmuje i podejmował w myśl dziś obowiązującego rozporządzenia każdorazowo decyzję o dopuszczaniu.
Rozporządzenie podpisane jeszcze przez ministra Handke w czasie poprzedniej reformy bardzo dobrze oddaje istotę procesu recenzji podręcznika, kiedy czasami osobiste preferencje danego recenzenta potrafią spowodować wystawienie recenzji negatywnej, gdy u innego recenzenta (równie utytułowanego i uznanego) ten sam podręcznik uzyskuje recenzję entuzjastyczną. To zupełnie normalna (szczególnie w świecie naukowym) sytuacja, która bardzo dobrze została oddana w tekście obecnie jeszcze obowiązującego rozporządzenia. Dodatkowo takie jego sformułowanie ograniczało urzędniczą samowolę do minimum. Obecne kierownictwo MEN zamierza diametralnie zmienić obiektywne kryteria zatwierdzania podręczników na rzecz daleko idącej uznaniowości. To nieprawda (patrz wyżej).
Musimy zdać sobie sprawę, że będzie to niezwykle skuteczna broń do tego, aby pewnym wydawcom w łatwy sposób zamknąć drogę do rynku podręczników. Jesteśmy głęboko przekonani, że z powodu tak niekorzystnego stanowiska ministerstwa oraz dotychczasowych niewyjaśnionych wydłużeń procedury zatwierdzania, środowisko wydawców edukacyjnych powinno ostro zaprotestować przeciwko tym zmianom. Podnosiliśmy tę sprawę w przeszłości, jednak do dziś nie znalazło to odzwierciedlenia w żadnych skutecznych, znanych nam działaniach władz SWE. Walne Zgromadzenie Członków SWE PIK podejmowało ten problem, ale wobec spełnienia postulatów wydawców przez MEN odstępowało dwukrotnie od protestów. Warto podkreślić, iż wydawcy edukacyjni skupieni w SWE PIK popierają reformę minister K. Hall – poza Operonem oczywiście.
Zmiany dotyczące traktowania recenzji ściśle korespondują z niechęcią resortu do określenia maksymalnego czasu trwania procedury, układając się w logiczną całość chęci posiadania pełnej kontroli i sterowania procesem zatwierdzeń. W takiej sytuacji każdy z wydawców może znaleźć się na „czarnej liście” MEN. Trzeba by najpierw udowodnić, że taka „czarna lista” istnieje. Obiektywnie trzeba przyznać, iż problem terminów procedury zatwierdzania jest punktem rozbieżności w naszych rozmowach z MEN.
Zestawiając wszystkie czynniki dużo bardziej jasne stają się powtarzane jak mantra „przewidywania” niektórych wydawców, że w niedługim czasie rynek książki edukacyjnej w Polsce będzie się mocno konsolidował. Wskazywane są nawet podmioty, które na tym rynku miałyby pozostać. Z pomocą reformy 2009 i nowych pomysłów MEN na zatwierdzanie podręczników może się to stać nawet szybciej niż sądzimy i do tego w zupełnie inny sposób, niż zwykle nasuwa nam na myśl słowo „konsolidacja”. To pomówienia.
Apeluję do prezydium SWE oraz do Rady PIK o przedsięwzięcie kroków, które mogłyby uchronić nas przed opisywanymi powyżej zagrożeniami. Uważam, że nie powinniśmy pozostawać bierni licząc wyłącznie na korzyści, jakie wynikają z przyjęcia nowej podstawy programowej. Musimy zachować się odpowiedzialnie w stosunku do nauczycieli oraz do uczniów, dla których przeznaczone są nasze podręczniki. Musimy też mieć pewność, że zarówno cały PIK jak i w szczególności SWE wspiera interesy wszystkich wydawców, także tych mniejszych, którzy na prowadzonych obecnie działaniach MEN mogą najbardziej ucierpieć. Przez lata wielu wydawców ciężko pracowało na swój wizerunek wśród nauczycieli oraz rodziców i ich dzieci. Dziś, przez działania MEN (niestety za przyzwoleniem władz SWE) ten wizerunek może zostać zniszczony, co gorsza, niektórzy wydawcy mogą najnowszej „reformy edukacji” w ogóle nie przetrwać.
SWE PIK oraz Rada broni interesów wszystkich wydawców – małych, średnich i dużych. Tak było, jest i – mam nadzieję – będzie.
Jeśli ktoś z Państwa chciałby podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami, to bardzo proszę o kontakt na mail: d.kaczmarek@operon.pl.
Łączę wyrazy szacunku
Dariusz Kaczmarek
Prezes zarządu
Wydawnictwa Pedagogicznego OPERON
Autorem uwag „na czerwono” jest Piotr Marciszuk – prezes PIK oraz przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych (SWE) PIK