Pik-owy Laur
PIK-owe Laury za 2010 rok wręczone
PIK-owy Laur 2010 dla Beaty Kęczkowskiej i Cezarego Łasiczki
4 listopada, odbyła się gala wręczenia nagród PIK-owego Lauru za rok 2010. W sali Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie laureaci odebrali je z rąk Piotra Marciszuka, wieloletniego prezesa PIK, Grażyny Szarszewskiej, nowej prezes PIK, Tomasza Makowskiego, Dyrektora Biblioteki Narodowej i Piotra Dobrołęckiego, członka Rady PIK.
Za promowanie książek i czytelnictwa w prasie nagroda główna przypadła Beacie Kęczkowskiej, od piętnastu lat związanej z „Gazetą Wyborczą”.
Wśród dziennikarzy zajmujących się tematyką książek w mediach elektronicznych nagrodę otrzymał Cezary Łasiczka, związany z radiem TOK. FM.
Zwycięzcy otrzymali statuetki PIK-owego Lauru długa profesora Bronisław Chromego i nagrody pieniężne w wysokości 5000 zł.
Filmy z uroczystości można obejrzeć klikając na poniższe linki:
Laudacje na cześć zwycięzców wygłosili Piotr Dobrołęcki i Tomasz Makowski. Poniżej zamieszczamy pełny tekst laudacji.
Laudacja dla Beaty Kęczkowskiej, zdobywczyni nagrody PIK-owego Lauru w kategorii „Prasa” Kraków, 4 listopada 2011 roku (autor: Piotr Dobrołęcki – członek Rady PIK)
Szanowni Państwo !
- Najbardziej cenię spotkania z ludźmi i wywiady – powiedziała zdobywczyni tegorocznego PIK-owego Lauru w filmie, który emitowaliśmy w tej sali w 2008 roku, gdy Beata Kęczkowska była nominowana do tej nagrody.
Dzisiaj my mamy okazję spotkać się z Laureatką, a ja zaszczyt wygłoszenia laudacji czyli mowy pochwalnej. I to w Krakowie, który przoduje przecież w utrzymaniu tradycyjnych form towarzyskich, co powoduje szczególną tremę u przybysza z Kongresówki.
Laudacja – jak znalazłem w Internecie – to właśnie mowa pochwalna eksponująca zalety jakiejś osoby, wygłaszana z okazji jubileuszu, wręczenia nagrody lub nadania tytułu, np. doktora honoris causa. Wzorowa laudacja powinna składać się z sześciu części. Pierwsza to Tytuł (np. „Laudacja (czyja) z okazji...”) – to już wiemy, druga: zwrot do osób zgromadzonych („Szanowni Państwo”) – już było, dalej: powód spotkania (np. „Spotkaliśmy się tutaj, aby przyznać…”) – też wiemy, potem jeszcze: odniesienie do osoby przemawiającej (np. „Z profesorem spotkałem się po raz pierwszy w...”) i tu mamy problem, bo tak naprawdę spotykam się z Panią Beatą dzisiaj po raz pierwszy w życiu co chciałbym skromnie zaznaczyć. Chociaż byłem wielokrotnie rzecznikiem prasowych różnych imprez targowych i bardzo mi zależało na osobistym poznaniu wszystkich dziennikarzy promujących książki i czytelnictwo – a jak wiadomo niestety, nie jest ich zbyt wielu – to nigdy – naprawdę – nigdy nie spotkałem się dotąd z panią Beatą. Raz tylko, przed wielu jeszcze laty, udało mi się rozmawiać z nią przez telefon i wówczas powiedziałem, że nie miałem okazji z nią się dotąd zobaczyć, to odpowiedziała, że … niech tak już zostanie. I zostało aż do dzisiaj! Proszę sobie wyobrazić, jakie wielkie wydarzenie mi się dzisiaj przytrafiło! Bardzo dziękuję, pani Beato!
Wracając do kształtu wzorowej laudacji to w znalezionym przeze mnie przepisie jest jeszcze najbardziej właściwa część laudacji czyli „Pochwała zasług i argumentacja”, a w końcu musi być „Zakończenie czyli podziękowania, wyrazy uznania, życzenia”.
O Beacie Kęczkowskiej wiemy jednak bardzo mało, co jest skutkiem jej skrupulatnego ukrywania wszystkiego, czego można by się o niej dowiedzieć. Udało się jednak ustalić, że w „Gazecie Wyborczej” pracuje od 1996 roku, a więc od piętnastu lat, co już jest samo w sobie wielkim wyczynem. Najczęściej możemy czytać jej niezliczone, ale zawsze bardzo kompetentne, co z naciskiem należy pokreślić, teksty w stołecznym dodatku do „Gazety”, i dodatku do tego dodatku zatytułowanym „Co jest grane”, co sprawia, że czytelnicy z innych miast wielu z tych tekstów są niestety pozbawieni i mają czego żałować!
Te niezliczone teksty to głównie recenzje książek i filmów, ale też świetne wywiady z ludźmi książki drukowane również w głównym wydaniu „Gazety Wyborczej”. W pamięci wiernych czytelników pozostał z pewnością skrzący się i dowcipem, a także i głębszą myślą, cykl wywiadów ze zmarłą przed rokiem w wieku 96 lat Stefanią Grodzieńską, którą Beata Kęczkowska niemal do ostatnich jej dni indagowała w najróżniejszych sprawach, jednocześnie otaczając słynną artystkę troskliwą opieką.
Zdarzają się też pani Beacie teksty na inne tematy, czasem wręcz interwencyjne jak chociażby niedawny felieton o katastrofalnych warunkach podróżowania kolejami państwowymi na trasie z Warszawy do Lublina.
Ze swej strony chciałbym pani Beacie Kęczkowskiej szczególnie podziękować za wytrwałość w redagowaniu rubryki o polecanych książkach w dodatku „Co jest grane”, który pod tym względem jest ewenementem w polskiej prasie, a przede wszystkim za konsekwentne i kompetentne, a przy tym uparte i uporczywe, promowanie najlepszej literatury dziecięcej i jej twórców: pisarzy, ilustratorów, tłumaczy i wydawców. Pani Beato, bardzo, bardzo dziękujemy! I prosimy, aby Pani dalej była równie konsekwentna i uparta jak dotąd!
Laudacja na cześć Cezarego Łasiczki Nagroda PIK-owy Laur 4 listopada 2011 r. (autor – dr Tomasz Makowski, Dyrektor Biblioteki Narodowej)
Kim jest Cezary Łasiczka, redaktor w radiu TOK FM? Napisał o sobie: „Prowadzący uniwersalny i niezmordowany”. Jest gospodarzem programu o nieokreślonym charakterze "Off Czarek", "Wieczoru Radia TOK FM" i programu o kulcie liter ''Spis treści''. W niedzielne wieczory prowadzi muzyczny program "Z niejednego pieca" i satyryczny "Doobie Nights".
Ale to tylko przykrywka, za którą kryje się prawdziwy Cezary Łasiczka. Cezary Łasiczka jest misjonarzem w kraju, w którym większość obywateli nie wzięło do ręki ani jednej książki przez cały rok.
Cezary Łasiczka jest przedstawicielem elity, skoro należy do grupy 11 % Polaków, którzy przez rok przeczytali więcej niż 6 książek.
Cezary Łasiczka na pewno jest przedstawicielem marginesu społecznego, skoro wspomnianych 6 książek czyta, ale tygodniowo.
Cezary Łasiczka jest włączony, jeżeli za Manifestem Republiki Książki przyjmiemy, że czytanie włącza, do wspólnoty znaczeń. Ale także budujący, pobudzony, pomocny, rozumiejący, niekonfliktowy i odważny, jeśli za Manifestem dalej przyjmiemy, że czytanie buduje i podtrzymuje więzi w czasie i przestrzeni, pobudza wyobraźnię, pomaga odnaleźć się we współczesnym, niejednoznacznym świecie, pozwala zrozumieć innego, uniknąć konfliktu, pokonać strach.
Cezary Łasiczka jest również z innych powodów niebezpieczny. Trzyma w domu książki. Tysiące. Jak mógł do tego dopuścić? Ma tablet, na którym trzyma książki, których nie udało mu się zaciągnąć do mieszkania. I też, zważcie Państwo ohydę tego czynu, wszystkie je czyta.
Aby dopełnić obrazu nieszczęśnika należy ze wstydem przyznać, że śmie ów proceder bezwstydnie reklamować w radiu komercyjnym zachęcając niewinne i nieskalane literą umysły do grzechu czytelnictwa.
Gdyby wśród obowiązków i praw dyrektora BN była moc odpuszczania grzechów mógłbym odpuścić Naszemu Laureatowi wszystkie grzechy przeciw nieczytaniu i wezwać nieobecnego tu Redaktora Cezarego Łasiczkę do nie ustawania w ochocie czytania i mówienia o tym, bowiem za to dziś Go honorujemy.
Jeżeli przyznawanie się dzisiaj do czytania czegokolwiek jest aktem odwagi, a do czytania książek czynem heroicznym, to nieustępliwe jego promowanie musi być zaiste męczeństwem. Kończąc laudację poddaję PIK do rozważenia zmianę nagrody z PIKowy Laur na PIKową Palmę na wspomnienie owego męczeństwa.” .
(Warszawa, 7.11.2011, JD)