Menu
Strefa dla członków PIK
Sekcje PIK
Foreign Rights
e-PIK
Zapisz się na bezpłatny biuletyn informacyjny e-PIK. Dostęp tylko dla zarejestrowanych członków PIK
Newsletter
Komunikaty i bieżące informacje Biura PIK oraz najnowsze informacje branżowe w Twojej skrzynce e-mail. Zamów bezpłatny newsletter!
Komunikat z dnia 23-02-2010
2010-02-23Raz jeszcze o elektronicznym egzemplarzu obowiązkowym (i nie tylko…)- list otwarty Piotra Marciszuka Prezesa PIK
Raz jeszcze o elektronicznym egzemplarzu obowiązkowym (i nie tylko…)
No i stało się. Ku memu ogromnemu zdziwieniu stanęliśmy z panem Łukaszem Gołębiewskim po dwóch stronach barykady. Zdziwieniu, bo obydwaj stoimy na gruncie ochrony twórczości prawem autorskim. Tym większemu zdziwieniu, że to pan Łukasz broni tezy o bardzo rychłej śmierci książki wydawanej na papierze (ma ona umrzeć, gdy tylko czytniki elektroniczne będą kosztowały złotówkę) i – paradoksalnie – broni teraz książki papierowej tak zaciekle, jak gdyby przyszłość elektroniczna nigdy nie miała nadejść. Ja uważam inaczej – jestem głęboko przekonany, że resztę swego życia zawodowego poświęconego książce spędzę produkując i sprzedając książki w wersji papierowej – stale jednak poszerzając margines ich elektronicznych wersji. Dlatego jako prezes PIK zmierzam w dwóch kierunkach – po pierwsze, by unowocześnić rynek książki tradycyjnej (głównie poprzez stworzenie systemu pełnej infomacji o książce dostępnej na rynku) i zbliżyć się do standardów rynku niemieckiego czy francuskiego; po drugie, by zapewnić wydawcom możliwość sprzedaży książek w wersji elektronicznej na wiele sposobów, nie dopuszczając do monopolizacji rynku przez kogokolwiek.
Warto przy tym pamiętać, że działamy w konkretnych realiach rynku książki w Europie i na świecie i że jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Może to dziwne przypominać tak podstawowe fakty w 2010 roku, ale gdy czytam tekst Łukasza Gołębiewskiego z BA nr 267 („Chcemy gwarancji bezpieczeństwa”), to mam wrażenie, że funkcjonujemy poza tymi realiami. Warto np. przypomnieć, iż istnieje firma Google, która nie tylko digitalizuje książki, ale i je sprzedaje w postaci elektronicznej, że istnieje firma Amazon, która głównie to robi i ze wydawcy dobrowolnie przekazują tym firmom elektroniczne wersje swych książek. Istnieje też piractwo i wiele książek chronionych prawem autorskim dostępnych jest w sieci całkowicie za darmo – oczywiście nielegalnie. Firmy Google i Amazon zabezpieczają elektroniczne wersje książek systemem DRM, ale wersje pirackie mimo to istnieją. I mimo to wydawcy przekazują nadal tym firmom swe książki. Nigdy nie słyszałem, by jakikolwiek wydawca ubezpieczał się w Google lub w Amazonie na wypadek „przecieku” (jeśli się mylę, proszę o sprostowanie).
Jest też Unia Europejska, której prawo jest nadrzędne wobec prawa krajów członkowskich. Gdy pisałem listy do ministra kultury upominając się o zniesienie Funduszu tzw. „martwej ręki”, wprowadzenia w życie dyrektywy Public Lending Right, zmniejszenia liczby egzemplarzy obowiązkowych, zmniejszenia zakresu tzw. dozwolonego użytku, w wyniku którego (wskutek nielegalnego kopiowania) wydawcy tracą mnóstwo pieniędzy, to powoływałem się na prawo europejskie i na prawo polskich wydawców do równego traktowania z wydawcami europejskimi. W Unii Europejskiej (zarówno w Komisji, jak i w Parlamencie) istnieje bardzo silna tendencja do zezwolenia na udostępnianie za darmo w Internecie w jak najszerszym zakresie treści chronionych prawem autorskim w postaci elektronicznej. To postulat polityczny, wynikający z nacisku użytkowników – czyli wyborców, i to masowych wyborców. Powstał projekt Europeana, konkurencyjny wobec projektu Google Library Project, polegający na digitalizacji treści Bibliotek Narodowych krajów członkowskich. O wieku XX i XXI, czyli o książkach chronionych prawem autorskim, mówi się tam jako o „czarnej dziurze”, którą jak najszybciej trzeba wypełnić. Odbiorca – masowy odbiorca – ma prawo do dostępu do treści kulturowych, nie wychodząc z domu. Wzorem Google komisarze europejscy nawołują do digitalizacji i udostępnienia za darmo w Internecie przynajmniej tzw. dzieł osieroconych, czyli dzieł, których posiadaczy praw nie można odnaleźć. Wydawcy skupieni z Federation of European Publishers bronią z całej mocy ochrony prawa autorskiego i walczą o bardzo ścisłe definiowanie dzieła osieroconego, by nie uznać za nie każdego dzieła, o którym nie ma podstawowych informacji co do posiadaczy praw autorskich. W ten sposób katalogi dzieł dostępnych na rynku (in-print), z pełną informacją o posiadaczach praw autorskich stają się jedną z ważniejszych metod obrony przed zbyt pośpiesznym udostępnieniem dzieła za darmo w Internecie. To samo dotyczy dyrektywy Public Lending Right – jeśli nie będzie informacji o posiadaczach praw autorskich, nie będzie wiadomo, komu wypłacać pieniądze. Niewiele jest już krajów, które takiego katalogu nie posiadają (ostatnio stworzono go w Belgii).
W Polsce mamy już pewną tradycję rozwiązań prawnych dotyczących rynku książki, z którą niezmiernie trudno walczyć. Fundusz martwej ręki jest niezgodny ze wszystkimi konwencjami międzynarodowymi, ale istnieje i nawet minister, który zgadza się z marnym jego uzasadnieniem prawnym, nie zrezygnuje z dodatkowych pieniędzy dla swego resortu. Jeśli nie ma zgody w środowisku co do spornych kwestii, żaden rząd nie będzie wkładał palców między drzwi. Postulat zmniejszenia liczby egzemplarzy obowiązkowych jest oczywisty, ale nie został dotąd zrealizowany, ponieważ biblioteki żądały dodatkowego finansowania w zamian za likwidację wspomnianego funduszu. I nadal mamy – jako ostatni kraj w Europie – 18 egzemplarzy obowiązkowych w postaci papierowej. Koszty już wielokrotnie podawałem (rząd 11 mln złotych). Nie będziemy mieli też ustawy o książce, jeśli nie porozumiemy się ze środowiskiem księgarzy. Dlatego PIK rozpoczęła długie rozmowy z bibliotekami, by dojść do kompromisu. Uznanie przez biblioteki, że egzemplarz obowiązkowy od dawna nie służy tylko zachowaniu dziedzictwa narodowego i że jest przerzuceniem obowiązków państwa na prywatne kieszenie, to już bardzo duży sukces. Bibliotekarze piszą w swym stanowisku:
„Drukowany EO książek i czasopism polskich odegrał kluczową rolę w zbudowaniu współczesnych polskich zasobów bibliotecznych 9 uniwersytetów, wspierając dydaktykę akademicką i badania naukowe i nadal jest podstawowym źródłem wpływu w tych bibliotekach. Zmiana tego stanu rzeczy możliwa jest wyłącznie w warunkach stworzenia cyfrowej alternatywy, funkcjonalnej z punktu widzenia czytelników i bezpiecznej technologicznie dla zapewnienia ciągłości i spójności polskich zasobów bibliotecznych.”
Szkoda, że Sekcja Publikacji Elektronicznych (dalej: SPE) PIK nie zapoznała się z dokumentami zespołu roboczego wydawców i bibliotekarzy i stanowiskiem tych drugich, opublikowanymi przez Biuro PIK 4.II.2010 roku – gdyby się bowiem zapoznała, nie napisałaby swego stanowiska, w którym żąda wypełnienia postulatów już wypełnionych. Jest po prostu nieprawdą, że występuje (jak pisze SPE) „brak jakichkolwiek gwarancji dotyczących skutecznego zabezpieczenia plików przez ich dysponenta, Bibliotekę Narodową”. Oczekuję od SPE, iż rzetelnie, uczciwie i merytorycznie odpowie na pytanie, dlaczego zabezpieczenia proponowane przez BN (w załącznikach) są dla niej niewystarczające i dlaczego są gorsze od zabezpieczeń Googli, Amazona i i.buka PWNu. W oświadczeniu SPE czytamy dalej, iż jej członkowie „stanowczo sprzeciwiają się, by przekazywane przez wydawców pliki mogły być udostępniane lub przechowywane gdziekolwiek poza gmachem Biblioteki Narodowej”. Jeśli chodzi o przechowywanie, nigdy nie było innej koncepcji (por. załączniki). Biblioteki uniwersyteckie, dotychczas upoważnione do otrzymywania EO, mają mieć tylko dostęp do OE przechowywanego w BN – dostęp ścisle określony w dyrektywie Unii Europejskiej. Dostęp taki może nastąpić wyłącznie w budynku biblioteki, w jednym terminalu, bez możliwości ściągnięcia pliku i jego wydrukowania. Terminal taki określa się jako „ślepy”. Tu również oczekuję merytorycznej odpowiedzi od SPE, czym grozi udostępnianie plików w takim ślepym terminalu.
Udostępnianie jednej książki EO – jeśli wyobrazimy sobie maksymalne zainteresowanie treścią jednej konkretnej książki – może mieć zatem miejsce w osiemnastu punktach ze ślepą końcówką, czyli może zgromadzić maksymalnie 18 czytelników w jednym czasie. Bardzo proszę o wskazanie, czym to się różni od dzisiejszego wykorzystania papierowego EO, dostarczanego do 18 bibliotek?
Sekcja PE proponuje system ubezpieczeń, gwarantujący wydawcom wypłatę odszkodowania w przypadku „przecieku” treści elektronicznych. Idea wydaje się – zwłaszcza z punktu widzenia wydawców, a tym samym i prezesa PIKu – bardzo słuszna. Nasuwają się jednak pytania: jak określić, czy przeciek pochodzi z BN, czy z innego źródła? Ile książek chronionych prawem autorskim jest obecnych dzisiaj w sieci w sposób nielegalny? Czy jest możliwy monitoring wszystkich tytułów obecnych nielegalnie w sieci? Jak określić wysokość szkód poniesionych przez wydawcę w wyniku przecieku i jak rozdzielić odpowiedzialność? Czy takie systemy ubezpieczeń działają gdziekolwiek w świecie? Jeśli istnieją pozytywne odpowiedzi na powyższe pytania, z całym przekonaniem podpiszę się pod tym postulatem Sekcji PE.
Jest jeszcze jeden problem związany z oświadczeniem SPE. Oświadczenie to zostało wysłane – oprócz Izby Wydawców Prasy – do zainteresowanych ministrów RP: ministra Tomasza Arabskiego w Kancelarii Premiera oraz ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Zrobiono to mimo mych próśb i ostrzeżeń. W korespondencji SPE (plus kilka osób nie należących do Sekcji), przekazywanej do mej wiadomości na początku lutego, znalazł się taki postulat. Prosiłem, by się wstrzymać, bo problem przekracza ramy SPE (wydawcą elektronicznym jest potencjalnie każdy członek PIKu), Rada PIK prowadzi już od dłuższego czasu rozmowy z reprezentacją bibliotek polskich, poza tym wyznaczono datę spotkania wszystkich zainteresowanych w BN (15.III), na którym ma dojść do szerokiej dyskusji i wypracowania wspólnego dla całego PIKu stanowiska. Mimo to wysłano stanowisko SPE do w/w ministrów.
Pierwsza zareagowała Sekcja Wydawców Edukacyjnych, która nie zgadza się na anektowanie ich interesów przez inną Sekcję (stanowisko w załączeniu). Wydawcy edukacyjni nie chcą odrzucać korzystnego dla nich rozwiązania przed wypracowaniem kompromisowego stanowiska. Charakterystyczne, że dwa wydawnictwa, członkowie obu Sekcji, edukacyjnej i PE, kompletnie inaczej odebrały wnioski z ostatniego posiedzenia SPE – w ich mniemaniu był to nie protest, a otwarcie dyskusji i otwarcie na argumenty. Tymczasem pisemne stanowisko SPE nie daje takich nadziei, jest po prostu konfrontacyjne. Jest oczywiste, że nie możemy wysyłać do władz sprzecznych stanowisk kolejnych Sekcji PIKu – wrażenie byłoby po prostu groteskowe. Dlatego sprawą w najbliższym czasie zajmie się Rada PIK i po spotkaniu w Bibliotece Narodowej 15.III wystosuje do władz RP jednolite stanowisko.
Jeszcze dwa słowa o tym, dlaczego uważam wprowadzenie elektronicznego egzemplarza obowiązkowego za potrzebne i korzystne dla wszystkich członków PIK. Otóż po pierwsze, chodzi o zmniejszenie obciążenia finansowego wydawców (to niebagatelna kwota 11 mln złotych!) i zerwanie z fikcją, że EO służy zachowaniu dziedzictwa narodowego. Dzisiaj EO służy finansowaniu bibliotek uniwersyteckich z prywatnych funduszy. Kwota wydatkowana przez wydawców jest znacząca i wysoka zarówno z punktu widzenia indywidualnych wydawców, jak i z perspektywy bibliotek, ministerstwa kultury i całego rynku. Dlatego gdy Łukasz Gołębiewski we wzmiankowanym tekście w BA pisze: „Apeluję, nie róbmy głupstw w imię oszczędności na wysyłanych egzemplarzach papierowych. Z ich kosztem naprawdę sobie poradzimy”, to przypomina mi to hojność Zagłoby, który królowi szwedzkiemu ofiarowywał… Niderlandy.
Po drugie, dzięki elektronicznemu EO można praktycznie przy minimalnych kosztach wprowadzić w życie ideę katalogu składowego książki – ponieważ informacje o książce papierowej docierałyby do systemu katalogowego wraz z obowiązkowym egzemplarzem elektronicznym. BN jest gotowa opracowywać informacyjnie taki egzemplarz jeszcze przed jego fizycznym ukazaniem się na rynku – pod warunkiem, że wydawca byłby zobowiązany ustawowo dostarczać np. pdf-y na tydzień przed wysłaniem materiałów do drukarni (wtedy taka informacja – a nie e-book! – pełniłaby funkcję zapowiedzi). Katalog w formie sprzed lat (np. CIOK) jest niemożliwy i zbyt kosztowny – wprowadzenie ręczne do bazy ponad 70 000 tytułów jest nierealne, ponadto trudno liczyć na dobrą wolę wszystkich wydawców, iż karnie będą wprowadzać do systemu każdą nowość. W tej chwili mamy bardzo dobrą konfigurację, jeśli chodzi o kierownictwo MKiDN, Instytutu Książki oraz – last but not least – Biblioteki Narodowej, i wszyscy w tym gronie są gotowi pomóc przy stworzeniu takiego katalogu. Nie sądzę, by taka konfiguracja pojawiła się szybko ponownie – jeśli teraz nie wykorzystamy szansy, następna może się długo nie pojawić. Dlatego nie używajmy demagogicznych argumentów – takich, jakie np. spotkałem ostatnio u Łukasza Gołębiewskiego w dyskusji o elektronicznym EO: „katalog składowy to… cóż, wyrzucenie pieniędzy. Przykład Googli zupełnie nie ma nic do rzeczy bo Google będzie sprzedawać nasz kontent a nie rozdawać”. Tymczasem Biblioteka Narodowa nie zamierza nikomu rozdawać naszego kontentu, zaś Google nie dlatego miały kilkuletni proces z wydawcami i autorami, że uczciwie sprzedawały ich kontent. Było dokładnie odwrotnie…
I na koniec uwaga może nieco bardziej osobista. To dobrze, że taka ostra, merytoryczna polemika ma miejsce na niecałe trzy miesiące przed wyborami prezesa i Rady PIK na następną kadencję. Zgłosiłem się do kandydowania, ponieważ chciałbym realizować zarysowany powyżej program – program europejski, warto dodać. Członkowie PIKu – tak jak Sekcja Publikacji Elektronicznych i Łukasz Gołębiewski – mogą mieć krańcowo różne zdanie co do kierunków aktywności organizacji branżowej. W takim przypadku na prezesa PIKu warto wybrać kogoś zupełnie innego. Taka polaryzacja sprzyja wyrazistości wyboru, a ja z pokorą poddam się wyrokom demokracji…
A tymczasem bardzo proszę członków PIKu o wzięcie udziału w ankiecie elektronicznej, dotyczącej ustawy o książce i katalogu składowego książki. Przy dotychczasowej frekwencji Rada nie może podjąć żadnej decyzji. Demokracja wszak polega na uczestnictwie…
-- Polska Izba Książki ul. Oleandrów 8, 00-629 Warszawa tel./fax: +48 (22) 8759496
- Różne rodzaje praw dostępu w zależności od zakresu praw autorskich.
- Blokada przed zwielokrotnianiem treści (kopiowaniem lub drukowaniem).
- Możliwość zdefiniowania i rozpoznania źródła kopii publikacji przez znakowanie (metody DRM, steganografia np. niewidoczne dla człowieka cyfrowe znaki wodne, itp).
- Dla zapewnienia skutecznych mechanizmów ochrony i kontroli dostępu na styku z siecią Internet w centrum podstawowym jak i w centrum zapasowym zostaną umieszczone przegrody typu firewall.
- Dla zapewnienia odporności na ataki oraz wysokiego poziomu bezpieczeństwa, pomiędzy firewallem, a serwerem aplikacyjnym zostanie umieszczona (pracująca w trybie In-line) sonda systemu IPS odpowiedzialna za kontekstowa kontrole treści przesyłanych do serwera aplikacyjnego przez wykrywanie prób ataków, które są ukryte w dozwolonym ruchu przychodzącym na akceptowanych portach akceptowanych ze względu na udostępnione usługi systemu).
- SSL – komunikacja poprzez Internet odbywa się za pomocą protokołu HTTPS (czyli transmitowane dane sa zaszyfrowane).
- Silne uwierzytelnianie – dostęp do maszyn webowych i aplikacyjnych za pomocą logowania opartego o token.
- System DRM (ang. Digital Rights Management) – aby zapewnić, że publikacje chronione zostaną odczytane tylko i wyłącznie na uprawnionych terminalach zostanie zaprojektowany system DRM, wymagający „grubego klienta” po stronie aplikacji i przekazujący zaszyfrowana postać publikacji możliwą do odszyfrowania jedynie na danym terminalu.
- dokumenty piśmiennicze, jak: książki, broszury, gazety, czasopisma i inne wydawnictwa ciągłe, druki ulotne, afisze,
- dokumenty graficzne i graficzno-piśmiennicze, jak: mapy, plakaty, plany, wykresy, tabele, rysunki, ilustracje, nuty,
- dokumenty audiowizualne utrwalające dźwięk, obraz lub obraz i dźwięk, jak: płyty, taśmy, kasety, przeźrocza, mikrofilmy, mikrofisze,
- dokumenty elektroniczne, rozpowszechniane na nośnikach fizycznych oraz dostępne online,
- strony internetowe z domeny .pl.
- Dla zapewnienia skutecznych mechanizmów ochrony i kontroli dostępu na styku z siecią Internet w centrum podstawowym jak i w centrum zapasowym zostaną umieszczone przegrody typu firewall.
- Dla zapewnienia odporności na ataki oraz wysokiego poziomu bezpieczeństwa, pomiędzy firewallem, a serwerem aplikacyjnym zostanie umieszczona (pracująca w trybie In-line) sonda systemu IPS odpowiedzialna za kontekstowa kontrole treści przesyłanych do serwera aplikacyjnego przez wykrywanie prób ataków, które są ukryte w dozwolonym ruchu przychodzącym na akceptowanych portach akceptowanych ze względu na udostępnione usługi systemu).
- SSL – komunikacja poprzez Internet odbywa się za pomocą protokołu HTTPS (czyli transmitowane dane są zaszyfrowane).
- Silne uwierzytelnianie – dostęp do maszyn webowych i aplikacyjnych za pomocą logowania opartego o token.
- System DRM (ang. Digital Rights Management) – aby zapewnić, że publikacje chronione zostaną odczytane tylko i wyłącznie na uprawnionych terminalach zostanie zaprojektowany system DRM, wymagający „grubego klienta” po stronie aplikacji i przekazujący zaszyfrowana postać publikacji możliwą do odszyfrowania jedynie na danym terminalu.
List do Ministerstwa Finansów w sprawie podatku VAT z Sekcji Publikacji Elektronicznych PIK
2010-08-16List z Ministerstwa Finansów w sprawie wysokości stawki VAT na książki cyfrowe z 10 sierpnia 2010
2010-07-26Odpowiedź ministrowi M. Grabowskiemu w sprawie podatku VAT
2010-07-23Odpowiedź z Ministerstwa Finansów w sprawie podatku VAT po 2010 roku
2010-07-14 2010-07-05Apel Polskiej Izby Książki do polskiego rządu o zachowanie zerowej stawki VAT
2010-06-24 2010-06-23Wydawcy przeciw piractwu w Internecie, raport o e-bookach, ujednolicenie stawki podatku VAT
2010-06-21 2010-06-11